wtorek, 29 listopada 2016

Polityka XXI wieku powinna być "dzieciocentryczna"

Polityka w XXI wieku powinna korzystać z najnowszej wiedzy w każdej dziedzinie. 


Ekonomiści starej polityki udowodnili, że są niekompetentni, zadłużyli kraj i obywateli i pozwolili okraść obywateli. 

Pedagodzy nie potrafili wykształcić dzieci i młodzieży na obywateli myślących własną głową.

Lekarze wszystkich specjalności nadal nie wiedzą, że człowiek jest całością a nie pojedynczymi częściami, które rządzą się własnymi prawami i nie mają nic wspólnego z mózgiem i emocjami.

Psychiatrzy nadal uczeni są na studiach, że człowiek staje się „wariatem” nie wiadomo dlaczego i należy go leczyć tylko "legalnymi prochami" a jak to nie skutkuje to najlepeij „walnąć” mu elektroszokiem. 

Politycy i obywatele bez wiedzy chcą żłobków i przedszkoli dla wszystkich. Ignorują całkowicie potrzeby emocjonalne dziecka. Wzrost demograficzny i PKB ważniejsze są dla nich od zdrowia psychicznego dzieci i obywateli. Jakość życia obywateli jest dla nich nieważna. Dziecko dla nich to tylko narzędzie, żeby mieć dla starych na emerytury.

Trzeba "zapierdalać" mówią politycy a obywatele w to wierzą. W XXI wieku prawie wszystko już jest tak zautomatyzowane a my pracujemy dłużej niż nasi przodkowie, co musieli robić wszystko własnymi rękoma tylko. Produkujemy tyle wszystkiego, że nie jesteśmy w stanie tego konsumować. Wywalamy na śmieci żywność i inne rzeczy. Nie potrafimy nawet tak się zorganizować i zarządzać tym nadmiarem wszystkiego, żeby wykorzystać go dla biednych. Wolimy wywalić na śmieci, bo tak prościej. Wysilenie mózgu w poszukiwaniu rozwiązań widocznie zbyt męczy i zbyt dużo czasu zajmuje.

Państwo powinno być dzieciocentryczne. To znaczy dziecko najważniejsze. Dziecko nie jest narzędziem dla zagwarantowania innym emerytury. Z dziecka wyrośnie potem obywatel, który albo będzie partecypował w rozwoju swojego kraju, albo stanie się pasożytem i pozostawać będzie na utrzymaniu innych, nawet przez całe życie.

Możemy, więc, walczyć o żłobki i przedszkola dla wszystkich i mieć „w tyłku” wiedzę Johna Bowlby o teorii przywiązania w pierwszych latach życia dziecka i nadal „produkować” emocjonalnie niedojrzałych obywateli i potem mieć z nimi różne problemy i leczyć ich w nieskończoność, i "pieprzyć", że służba zdrowia nie funkcjonuje, że brak na nią "kasy".

Możemy nadal wychowywać dzieci przemocą i je zaniedbywać ignorując najnowszą wiedzę o tym jak to wpływa na psychikę dziecka i co dzieje się w jego mózgu i ciele. Potem najbardziej skrzywdzonych karać i „wpieprzać” do więzienia albo do szpitala psychiatrycznego i faszerować ich legalnymi prochami ignorując całkowicie ich przeszłość.

Możemy dalej posyłać dzieci do szkoły, która uczy ich posłuszeństwa wobec chorych autorytetów a nie myślenia własną głową. Możemy posyłać ich do szkoły, żeby nadal zabijała ich kreatywność, pasje i ciekawość a wymagała tylko od nich dobrych stopni.

Możemy dalej wydawać „kupę” kasy na służbę zdrowia i nie uczyć obywatela jak sam może zadbać o swoje zdrowie. Wolimy straszyć go genami i „walić” w niego lekarstwa, bo tak prościej a przede wszystkim korzystnej dla przemysłu farmaceutycznego. 

Możemy dalej wmawiać obywatelowi, że do jego szczęścia i czucia się, że żyje w kraju cywilizowanym musi posiadać pełno materialnych rzeczy i dlatego musi „zapierdalać” w zautomatyzowanym na maksa świecie nadal 8 godzin a często i dłużej.

Dzieciocentryczny kraj, do którego powinniśmy dążyć to taki gdzie:


Nie wzrost demograficzny jest ważny ale ważne jest to czy potrafimy zapewnić dziecku wszystkie jego potrzeby jak jest małe. 

Dziecko potrzebyje blisko matki a nie opiekunki ze żłobka i przedszkola. Matka jest w domu z dzieckiem i za tą pracę dostaje porządne wynagrodzenie i wsparcie (inwestujemy w matki a nie w żłobki i przedszkola). Nie każda kobieta musi być matką! Matka i ojciec to "fabryka obywateli" a potem szkoła do tej "produkcji" się dołącza.

Przemocą i zaniedbaniami rodzice niszczą psychikę dziecka i "produkują" problematycznych obywateli albo chorych i potem trzeba coraz więcej "kasy" na służbę zdrowia albo przestępców mniej lub bardziej groźnich, dla których poskromienia potrzebny jest sztab ludzi w policji, sądach, prokuraturach i więzieniach. Więc potrzebna jest edukacja rodziców, dostarczanie im wiedzę i ich wspieranie, żeby „produkowali” nam dobrej jakości obywateli. Obywateli psychofizycznie zdrowych.

System nauczania w szkołach „przewracamy do góry nogami” i uczymy dzieci myślenia własną głową i krytycznego patrzenia na autorytety. Wspieramy ich kreatywność i pasje, żeby potrafiły wymyśleć sobie zajęcie na przyszlość, z którego będą w stanie utrzymać się w dorosłym życiu a nie „zapierdalać” po 8 godzin i więcej za marne grosze dla kogoś komu ciągle za mało kasy.


Co można zrobić z obywatelemai "wyprodukowanymi" starymi metodami i bez wiedzy? widzimy od lat codziennie!