O mnie

Moje zdjęcie

Moim celem jest podniesienie świadomości w społeczeństwie w temacie przemocy. Nikt nie rodzi się przemocowy tylko się takim staje. Przemoc nie ma płci i twierdzenie, że kobiety są tylko ofiarami w związkach partnerskich jest karygodnym kłamstwem. 
W związkach partnerskich przemoc nie ma płci, kobiety są tak samo przemocowe jak mężczyźni. Kobiety używają przedmiotów kiedy stosują przemoc fizyczną. Co jest groźniejsze dla kobiety? Silne uderzenie męską ręką? Czy uderzenie ciężkim kryształowym wazonem? Kobiety używają właśnie wazonów i innych ciężkich i niebezpiecznych narzędzi. 

Z badań wynika, że matki stosują częściej przemoc wobec dzieci niż ojcowie. Dzieci doznają przemocy w żłobkach, przedszkolach i szkołach, gdzie pracują tylko kobiety. 

wtorek, 29 listopada 2016

Polityka XXI wieku powinna być "dzieciocentryczna"

Polityka w XXI wieku powinna korzystać z najnowszej wiedzy w każdej dziedzinie. 


Ekonomiści starej polityki udowodnili, że są niekompetentni, zadłużyli kraj i obywateli i pozwolili okraść obywateli. 

Pedagodzy nie potrafili wykształcić dzieci i młodzieży na obywateli myślących własną głową.

Lekarze wszystkich specjalności nadal nie wiedzą, że człowiek jest całością a nie pojedynczymi częściami, które rządzą się własnymi prawami i nie mają nic wspólnego z mózgiem i emocjami.

Psychiatrzy nadal uczeni są na studiach, że człowiek staje się „wariatem” nie wiadomo dlaczego i należy go leczyć tylko "legalnymi prochami" a jak to nie skutkuje to najlepeij „walnąć” mu elektroszokiem. 

Politycy i obywatele bez wiedzy chcą żłobków i przedszkoli dla wszystkich. Ignorują całkowicie potrzeby emocjonalne dziecka. Wzrost demograficzny i PKB ważniejsze są dla nich od zdrowia psychicznego dzieci i obywateli. Jakość życia obywateli jest dla nich nieważna. Dziecko dla nich to tylko narzędzie, żeby mieć dla starych na emerytury.

Trzeba "zapierdalać" mówią politycy a obywatele w to wierzą. W XXI wieku prawie wszystko już jest tak zautomatyzowane a my pracujemy dłużej niż nasi przodkowie, co musieli robić wszystko własnymi rękoma tylko. Produkujemy tyle wszystkiego, że nie jesteśmy w stanie tego konsumować. Wywalamy na śmieci żywność i inne rzeczy. Nie potrafimy nawet tak się zorganizować i zarządzać tym nadmiarem wszystkiego, żeby wykorzystać go dla biednych. Wolimy wywalić na śmieci, bo tak prościej. Wysilenie mózgu w poszukiwaniu rozwiązań widocznie zbyt męczy i zbyt dużo czasu zajmuje.

Państwo powinno być dzieciocentryczne. To znaczy dziecko najważniejsze. Dziecko nie jest narzędziem dla zagwarantowania innym emerytury. Z dziecka wyrośnie potem obywatel, który albo będzie partecypował w rozwoju swojego kraju, albo stanie się pasożytem i pozostawać będzie na utrzymaniu innych, nawet przez całe życie.

Możemy, więc, walczyć o żłobki i przedszkola dla wszystkich i mieć „w tyłku” wiedzę Johna Bowlby o teorii przywiązania w pierwszych latach życia dziecka i nadal „produkować” emocjonalnie niedojrzałych obywateli i potem mieć z nimi różne problemy i leczyć ich w nieskończoność, i "pieprzyć", że służba zdrowia nie funkcjonuje, że brak na nią "kasy".

Możemy nadal wychowywać dzieci przemocą i je zaniedbywać ignorując najnowszą wiedzę o tym jak to wpływa na psychikę dziecka i co dzieje się w jego mózgu i ciele. Potem najbardziej skrzywdzonych karać i „wpieprzać” do więzienia albo do szpitala psychiatrycznego i faszerować ich legalnymi prochami ignorując całkowicie ich przeszłość.

Możemy dalej posyłać dzieci do szkoły, która uczy ich posłuszeństwa wobec chorych autorytetów a nie myślenia własną głową. Możemy posyłać ich do szkoły, żeby nadal zabijała ich kreatywność, pasje i ciekawość a wymagała tylko od nich dobrych stopni.

Możemy dalej wydawać „kupę” kasy na służbę zdrowia i nie uczyć obywatela jak sam może zadbać o swoje zdrowie. Wolimy straszyć go genami i „walić” w niego lekarstwa, bo tak prościej a przede wszystkim korzystnej dla przemysłu farmaceutycznego. 

Możemy dalej wmawiać obywatelowi, że do jego szczęścia i czucia się, że żyje w kraju cywilizowanym musi posiadać pełno materialnych rzeczy i dlatego musi „zapierdalać” w zautomatyzowanym na maksa świecie nadal 8 godzin a często i dłużej.

Dzieciocentryczny kraj, do którego powinniśmy dążyć to taki gdzie:


Nie wzrost demograficzny jest ważny ale ważne jest to czy potrafimy zapewnić dziecku wszystkie jego potrzeby jak jest małe. 

Dziecko potrzebyje blisko matki a nie opiekunki ze żłobka i przedszkola. Matka jest w domu z dzieckiem i za tą pracę dostaje porządne wynagrodzenie i wsparcie (inwestujemy w matki a nie w żłobki i przedszkola). Nie każda kobieta musi być matką! Matka i ojciec to "fabryka obywateli" a potem szkoła do tej "produkcji" się dołącza.

Przemocą i zaniedbaniami rodzice niszczą psychikę dziecka i "produkują" problematycznych obywateli albo chorych i potem trzeba coraz więcej "kasy" na służbę zdrowia albo przestępców mniej lub bardziej groźnich, dla których poskromienia potrzebny jest sztab ludzi w policji, sądach, prokuraturach i więzieniach. Więc potrzebna jest edukacja rodziców, dostarczanie im wiedzę i ich wspieranie, żeby „produkowali” nam dobrej jakości obywateli. Obywateli psychofizycznie zdrowych.

System nauczania w szkołach „przewracamy do góry nogami” i uczymy dzieci myślenia własną głową i krytycznego patrzenia na autorytety. Wspieramy ich kreatywność i pasje, żeby potrafiły wymyśleć sobie zajęcie na przyszlość, z którego będą w stanie utrzymać się w dorosłym życiu a nie „zapierdalać” po 8 godzin i więcej za marne grosze dla kogoś komu ciągle za mało kasy.


Co można zrobić z obywatelemai "wyprodukowanymi" starymi metodami i bez wiedzy? widzimy od lat codziennie!