O mnie

Moje zdjęcie

Moim celem jest podniesienie świadomości w społeczeństwie w temacie przemocy. Nikt nie rodzi się przemocowy tylko się takim staje. Przemoc nie ma płci i twierdzenie, że kobiety są tylko ofiarami w związkach partnerskich jest karygodnym kłamstwem. 
W związkach partnerskich przemoc nie ma płci, kobiety są tak samo przemocowe jak mężczyźni. Kobiety używają przedmiotów kiedy stosują przemoc fizyczną. Co jest groźniejsze dla kobiety? Silne uderzenie męską ręką? Czy uderzenie ciężkim kryształowym wazonem? Kobiety używają właśnie wazonów i innych ciężkich i niebezpiecznych narzędzi. 

Z badań wynika, że matki stosują częściej przemoc wobec dzieci niż ojcowie. Dzieci doznają przemocy w żłobkach, przedszkolach i szkołach, gdzie pracują tylko kobiety. 

piątek, 25 marca 2016

Aborcja TAK! - Aborcja NIE!

Dyskutują wierzący i niewierzący. Dyskutują kobiety i mężczyźni. Dla wierzących aborcja to zbrodnia a dla niewierzących zbrodnią nie jest. Kobiety mówią, że to ich ciało i właściwie to mężczyźni nie powinni wypowiadać się w temacie aborcji.

No to jak jest z tym równouprawnieniem? Kobiety nadal walczą o swoje prawa o równouprawnienie z mężczyznami a w tej kwestii chcą prawo mężczyznom zabierać. Wygląda na to, że kobiety chcą jakiegoś "wybiórczego równouprawnienia" nie dla siebie ale dla mężczyzn, gdzie decyzję w jakich kwestiach mężczyzna może się wypowiadać decyduje kobieta a nie mężczyzna. Tak być nie może.

Problem aborcji to nie tylko problem kobiet i mężczyzn, wierzących i niewierzących. To również a właściwie przede wszystkim problem dziecka i jego dobro a nie dobro dorosłych.

Stronami tego sporu, oprócz wierzących i niewierzących kobiet i mężczyzn, jest również dziecko, które ma lub nie ma przyjść na świat i nikt więcej stroną w tym sporze być nie może, tym bardziej Państwo, którego polityka prorodzinna nie dba o dziecko, bo nie gwarantuje mu godnego i wolnego od przemocy dzieciństwa

Wydać na świat dziecko i namawiać do rodzenia dzieci to nie sztuka ale respektować je jak człowieka z poszanowaniem jego praw okazuje się, że powszchenie jest bardzo trudne nie tylko dla rodziców ale i dla Państwa.

Wierzące i niewierzące kobiety i mężczyźni dyskutują zajadle, nikt nie pyta dziecka czy ono rzeczywiście chce się urodzicic. Niestety dziecko nie ma głosu w tej sprawie i nie może się wypowiedzieć. Natura takiej możliwości mu nie dała a to wielka szkoda!  



i mężczyzn!

Prawo do życia największą wartością jest mówią dyskutujący a ktoś na to tak odpowiada: 
.."O jakim prawie do życia Pan tu mówi. W Syrii zgineło już około 300.000 ludzi.Zabijani są przez chrzescijan, prawosławnych, muzułmanów i wszystkich innych. Polskie Państwo skazuje ciężko chorych na śmierć nierefundując drogich terapii, miliony Polaków przymiera głodem! Jakie prawo do życia? Zeby robić za kule armatnie czy tanią siłę roboczą? Wywalcz Pan prawo do godnego życia dla wszystkich a potem walcz Pan o swoje dobre samopoczucie kosztem cierpienia ludzi, którzy z kalectwem, biedą i społecznym odtrąceniem muszą walczyć 24 h na dobę. W imię Pana dobrego samopoczucia!..."
Życie poza macicą kobiety dla tych ludzi już nie jest wielką wartością! to dla nich nie jest żadna zbrodnia?

Ile młodzieży odbiera sobie życie? a ile próbuje popełnić samobujstwo? statystyki są przerażające. Czego musiało doświadczyć takie dziecko? Czy życie takich dzieci było wielką wartością dla ojca i matki i Państwa?

Co jest dobre dla dzieka, co lepsze? nie urodzić się?  czy urodzić się niechcianym i być niekochanym? 


Jeden z dyskutujących pisze o kobiecie, która zdecydowała się na aborcje i ..."teraz leczy się psychicznie bo uważa się za zabójczynię i mordercę" . Trudno nie czuć się tak skoro ze wszystkich stron słyszymy takie hasła w naszym społeczeństwie. To tak samo działa kiedy rodzic mówi dziecku, ze jest debilem to dziecko pomimo, że nim nie jest w to uwierzy. Wystarczy usłyszeć raz jedno słowo i jak nie ma się własnego zdania to i dorosły to wszystko przyjmie za prawdę! -  czytaj



czy rzeczywiście? Czy nie gorszym holocaustem jest ten? - czytaj

Pisze jeden z dyskutujących tak:

.."Chore dzieci to dramat ale i wyzwanie. A dziś wielu by chciało żyć: lekko i przyjemnie. Bez problemów. Bo dzieci to kłopot a chore dziecko to kula u nogi... 
Egoizm ludzki i jego konsekwencje..."

A więc przeciwnikom aborcji i nie! egoistom proponuję zorganizować się tak, aby mogli oni przyjmować do swoich domów wszystkie niechciane dzieci i te z poważnymi problemami, oczywiście beż żadnego wsparcia finansowego i psychicznego ale my egoiści będziemy ich kontrolować codziennie, żeby wobec tych dzieci nie stosowali przemocy, zaspokajali potrzeby emocjonalne tych dzieci i zapewniali im godne warunki życia w tym materialne. W przypadku nie wywiązywania się z tego obowiązku, surowe kary pieniężne zostaną im nałożone.

piątek, 18 marca 2016

A co z ofiarami wykorzystywanymi seksualnie przez matki?

Mamy ofiary wykorzystywane seksualnie przez ojców i mężczyzn i mamy ofiary wykorzystywane przez matki i kobiety.

Wszystkie organizacje, stowarzyszenia i fundacje od lat istnejące i działające na rynku mają na uwadze tylko ofiary wykorzystywane przez ojców, następna kampania o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez ojców.

Czyżby ofiary wykorzystywaniania przez matki nie były tak samo ważne? One mają milczeć i nie otrzymywać wsparcia?


środa, 16 marca 2016

Szkoła i współzawodnictwo

z ksiązki Paolo Crepet "Nie potrafimy ich słuchać" 
[Non siamo capaci di ascoltarli] - link

Konferencja w znanej narciarskiej miejscowości. Pogoda jest brzydka, wyciągi są ale nie są czynne, więc przyszło mi posłuchać kilku miejscowych, młodych instruktorów jazdy na nartach. Po zakończeniu konferencji zaprosili mnie na kolację: współbiesiadnicy w większości to instruktorzy, osoby sympatyczne, absolutnie nie nadęci czy małomówni, tak jak to z reguły my ludzie  myślimy o góralach.
Po zakończeniu długiej rozmowy, jeden z nich, szczególnie otwarty i ironiczny poradził mi, żebym częściej przyjeżdżał do tej miejscowości, ponieważ jego zdaniem, okres wakacji zimowych jest niezwykłym obserwatorium dla tego, kto chce analizować lepiej włoskie rodziny od środka. 

Poprosiłem go, żeby mi wytłumaczył dlaczego. - Podam Panu jeden przykład - powiedział instruktor jazdy na nartach. - My wszyscy którzy pracujemy na śniegu ustaliliśmy wspólnie jedną zasadę taką, żeby nie przyjmować do naszej szkółki dzieci poniżej czterech lat, ze zrozumiałych powodów ortopedycznych. Dobrze, to niech Pan zgadnie ilu rodziców kłamie, co do wieku dziecka, żeby nie straciło nawet jednej zimy?
Jest to prawda czy młody instruktor przesadza?

Jutro wystarczy pospacerować sobie przy wyciągach, powiedział. W końcu zostały naprawione. Żeby przekonać się, że mamy rację powiedział: wszędzie będą rodzice zajęci dokładnym ubieraniem własnych dzieciaczków, które są lub nie są w stanie stać na własnych nogach na śniegu, jak miniaturowych olimpijczyków.


Żeby mnie bardziej przekonać, młody instruktor radzi mi, abym pojawił się przy ceremonii zakończenia tygodnia, w sobotę popołudniu.

Tydzień na śniegu, żeby mógł zostać uznany za ważny, musi zakończyć się oczywiście zawodami na śniegu, z furtką na starcie, chronometrami, mini pucharami dla małych zwycięzców. Mały tłum dorosłych i dzieci zebrany w pobliżu domku skąd startuje slalom, na szczycie zjazdu. Dzieci - wszystkie bardzo małe - stoją już w kolejce, kolorowe i obcisłe kombinezony, kaski z dodatkami, najmodniejsze okulary, numer zawodnika dobrze widoczny. Jeden za drugim oczekują na swoją kolejkę na starcie. Trzy, dwa, jeden .... strat! Włączają się chronometry, dzieci odpychają sie kijkami, żeby szybko nabrać prędkości, po obu stronach furtki, na starcie, rodzice klaskają i krzyczą jak szaleńcy. Jeden z nich - czterdziestolatek, szczególnie przeżywający te zawody - krzyczy do synusia, który rusza do zjazdu, błagając - Ugryź tą furtkę! 

Wieczorem, w hotelu, spotykam grupę tych rodziców nadal przeżywających wyczyny swoich małych zwycięzców. Na moje powątpiewające uwagi odpowiadają z niedowierzaniem. - Gdzie Pan żyje? - mówi mi jedna z nich. - To jest społeczeństwo współzawodniczące i im wcześniej moje dziecko nauczy się tego tym szybciej będzie w stanie bronić się i iść do przodu w życiu.
A czy rzeczywiście jest tak jak mówi ta pani, wszystko takie oczywiste i przewidywalne? I to jest jedyna pedagogika, którą możemy, potrafimy i chcemy zaoferować naszym dzieciom? Oczywiście, współzawodnictwo jest częścią rozpowszechnionej kultury i jest ona podzielana przez wielu, nawet z tych środowisk, których byśmy o to nie podejrzewali: ile pokoleń dzieci widziało Zecchino d’oro? [Festiwal piosenki dla dzieci]. A czy zakonnicy z Antoniano di Bologna nie zmieniają zabawy w zawody? Co ma wspólnego zamiłowanie do muzyki ze współzawodnictwem śpiewania? Nie zastanawiają się nad tym z jakim lękiem muszą sobie radzić te dzieci, które mają występować przed milionami telewidzów, jaki niepokój mogą czuć na myśl, że zostaną odrzucene, przegrają?

Dokładnie tak, ten instruktor nauki na nartach miał świętą rację, że wakacje są dobrym okresem obserwacji: patrzyłem na tych rodziców takich pewnych i pogardzających, ludzi cały czas zdolnych do rządzenia i stawiania wymagań. Jeżeli są tak zmęczeni, nie potrafią wygospodarować sobie jednej godziny spokoju lub rozmawiać i to tylko podczas jednego białego tygodnia, to kto wie jacy będą w następnym tygodniu, kiedy w końcu wrócą do neurotycznej codzienności ich naturalnego habitatu.

A czy współzawodnictwo rzeczywiście jest jedynym możliwym prawem, żeby przeżyć w naszym społeczeństwie? A czy rzeczywiście osoby współzawodniczące i wygrywające są również tymi najbardziej pogodnymi i szczęśliwymi? A czy szkoła jest rzeczywiście zobligowana spełniać ,za wszelką cenę, tego typu żądania części społeczeństwa, żeby zrobić ze wszystkich dzieci małych menagerów? A może mogłaby spróbować być również miejscem spokojnym, potrafiącym nauczyć jak przeżyć również te dzieci, które nie chcą stać się gladiatorami ale wrażliwymi osobami? 

Mediolan, kilka dni później. Spotkanie w siedzibie Assolombarda z młodzieżą ze szkoły średniej: rozmawiamy o wchodzeniu na rynek pracy. W pewnym momencie, spóźniony, wchodzi dyrektor, żeby tylko pozdrowić i zaraz wrócić do swoich zajęć. Mówi sensowne rzeczy, wygląda na dobrego ojca który zna sekrety życia i uważa, że młodzież jest trochę niedorozwinięta umysłowo. Podczas swojej przemowy wypowiada jedno zdanie które mogłoby wydawać się banalne, w rzeczywistości jednak ma duże znaczenie: - .. „No i potem, moja droga młodzieży, zapamiętajcie sobie dobrze, że w życiu trzeba mieć dobrze wyostrzone zęby .. „-. Pojawił się wielki nauczyciel, myślę sobie.

Podczas przerwy pytam się grupy młodzieży co myślą o tym co powiedział dyrektor. - Zaraz widać, że ten typ wie jak żyć - mówi mi jeden z grupy, który wygląda na rzecznika - to człowiek wygrywający, nam podobają sie takie osoby jak on.... A z czego wynika to, że on jest wygrywającym? Pytam go. - Czy to możliwe, że nie zrozumiał Pan tego? Jeżeli chce Pan przekonać się rzeczywiście to niech Pan pójdzie tym pierwszym korytarzem, przejdzie do końca, wyjdzie na chodnik, po lewej stronie zaparkowany jest jego czarny Mercedes, który nie wiem nawet jaki jest długi ... mój ojciec ma Pandę: z tych dwóch kto zwyciężył, według Pana? Jeżeli do zwycięstwa potrzebne są ostre zęby, to będziemy je sobie piłować co wieczór, zamiast myć je sobie pastą do zębów. Prawda?

Może ta młodzież i ma swoje racje. Jeżeli nie chcemy być czystymi duszyczkami i obejrzymy się wokół siebie, to trudno nie zauważyć, że znaczna część naszych dzieci urodziła się i wyrosła z takim tokiem myślenia, wydaje się, że znajdują poczucie bezpieczeństwa tylko we współzawodniczących dorosłych, trochę cyniczni ale pewni siebie, którzy z całym przekonaniem wierzą, że życie albo jest zwycięstwem lub nie, dozwolony jest każdy środek, żeby osiągnąć ten cel. Z taką wizją rzeczywistości, nie tylko zasady etyczne i te moralne ale nawet niezbędna ocena zdolności stają się niewygodną przeszkodą. Osiągnięcie celu demonstruje się machając symbolami, które nasze społeczeństwo wyraźnie narzuciło jako emblematy sukcesu: władza, pieniądze, otaczanie się niepotrzebnymi rzeczami, arogancja, przemoc. I takich rodziców chciałaby mieć większość dzieci, takiego nauczyciela życia?

Od czasu do czasu, podczas dyskusji w której uczestniczę, wstaje ktoś i wygłasza swoje kazanie, grzmi przeciwko „społeczeństwu, które utraciło podstawowe wartości” często są to osoby z kościoła, które potem, kiedy przychodzi miesiąc maj, punktualnie proszą płatników o 1 promil: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze, oczywiście nie pomoc. A więc dlaczego dzieci nie miałyby przyjąć takich zasad, przyjąć je jako własne, z takim samym przekonaniem, jak to zrobili ich rodzice?

Rozglądając się wokół nas, znalazłby się inny punkt widzenia, mniej rzucający się w oczy: można by zacząć dyskutować o wychowaniu opartym na innych kryteriach, gdzie emocje i związki uczuciowe mogą funkcjonować nie jako ograniczenia ale jako katalizatory indywidualnych zdolności. Może nasze społeczeństwo mogłaby odkryć na nowo radość i zegar planowania przyszłości dla przyszłych pokoleń, innej od tej z góry przewidzianej i monotonnej, mniej akceptowanej ale bardziej kreatywnej .

List do dziecka w łonie matki

z ksiązki Paolo Crepet "Nie potrafimy ich słuchać" 

[Non non siamo capaci di  ascoltarli] - link



Jeżeli byłbym poproszony o napisanie listu do dziecka, które ma się wkrótce urodzić, napisałbym tak:   
Jak do tej pory odbierałeś, poprzez wody płodowe i napiętą skórę brzucha mamy, ten świat? Co słyszały twoje jeszcze dobrze niewykształcone uszy o naszych lękach? Będziemy potrafili kochać ciebie bez stawiania wymagań, patrzeć na ciebie bez wypełniania twojej przestrzeni słowami, zaproszeniami, zakazami? Będziemy w stanie zauważać ciebie nawet kiedy nic nie będziesz mówić, respektować twój rozwój bez obciążania go wyrzutami sumienia i kłopotami. Będziemy potrafili przytulać ciebie w taki sposób, że nasz kontakt nie będzie pełnym napięcia albo szantażem emocjonalnym? 

Chciałbym, żeby twoje Święta Bożego Narodzenia nie były wypełnione prezentami - nieraz bezczelna oznaka naszej nieobecności - ale uwagą. Chciałbym, aby dorośli, których będziesz spotykał, potrafili być autorytetem, stanowczym i konsekwentnm: cecha najmądrzejszych. 

Konsekwencję, to chciałbym dla ciebie. I świadomość tego, że na świecie do którego zawitasz oprócz reguł są również związki i że jedne nie są mniej potrzebne od drugich ale są to twarze jednego i tego samego księżyca. 

Chciałbym, żeby ktoś nauczył Ciebie podążać bezwstydnie za emocjami tak jak to robią latawce z najbardziej nieprzewidywalnym wiatrem; wszystkimi, również tymi które sprawiają ból. 
Chciałbym, żeby powiedziano tobie, że życie zawiera w sobie śmierć. Ponieważ ból nie jest tylko pustą stratą ale uczuciem, wzbogaca pomimo utraty. Śmierć jest świadkiem, że najlepsi z nas pozostawiają innym, którzy są przekonani, że mogą mieć z tego korzyści: w ten sposób rodzi się wspomnienie, pamięć najpiękniejsza, którą jest historia naszej wspólnej tożsamości. 

Chciałbym, żeby ktoś nauczył ciebie, żebyś potrafił być sam, to uratowałoby tobie życie. Nie będziesz musiał gonić za przeciętnością, żeby wypełniać pustki, ani błagać o jedno spojrzenie albo godzinę miłości. 

Naucz się tworzyć życie wewnątrz twojego życia i wypełniać go fantazją. 

Kochaj twój niepokój dopóki będziesz miał siły i uśmiech, staraj się używać ich do zarażania innych, przede wszystkim tych najbardziej bojaźliwych i wrażliwych. Podaruj im twój odważny wiatr, słuchaj ich ciszy z zaciekawieniem, respektuj również ich zbyt duże lęki. 

Chciałbym, żeby osoba, która będzie kochała ciebie najbardziej, mogła kochać w tobie wszystko tak jak marynarz, który widzi swoją starą oddalającą się łódź i pływającą mądrze wzdłuż linii horyzontu. A ty wtedy będziesz nosił tą miłość ze sobą, ukrytą w twojej najgłębszej kieszeni. 

Przemoc wobec dzieci

























czwartek, 3 marca 2016

Kobiety bardziej przemocowe?



Z badań wynika, że Kobiety są trochę bardziej przemocowe od mężczyzn w związkach

Z przeglądu prawie 600 badań (371 600 osób) Martin S Fiebert z Long Beach Uniwersytetu w Kalifornii wykazuje, że kobiety są równie lub nawet bardziej przemocowe niż mężczyźni w związkach heteroseksualnych.

Po roku 2005 pojawiły się wyniki trzeciego badania z trzech największych badań dotyczących przemocy domowej prowadzonej przez Family Research Laboratory na University of New Hampshire (Straus & Gelles), przy wykorzystaniu środków z Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego, z dwóch poprzednich raportów w roku 1975 i 1994. W pierwszym stwierdzono, że 4,6 procent mężczyzn było ofiarami ciężkiej przemocy domowej ze strony kobiet a 3,8 % kobiet doznało przemocy ze strony mężczyzn.Natomiast z ostatniego badania wynika, że 4,5 % mężczyzn i 1,9 % kobiet.

Po 17 lat (raport został ukończony w 1992 roku, ale zaprezentowany w 1994) wynika, że przemoc wobec kobiet zmalała o połowę, a wobec mężczyzn pozostała na tym samym wysokim poziomie!

Z najnowszego raportu natomiast wynika, że w przypadku "ciężkiej przemocy fizycznej" : żony zgłaszały taką przemoc ze strony męża w 22 przypadkach na 1000, ale informują, że same ją stosowały wobec partnerów w 59 przypadkach na 1000.

Mężowie, z drugiej strony, mówią, że zostali zaatakowani przez partnerki w 32 przypadkach na 1000 a sami zaatakowli żony w 18 przypadkach na 1000.

Wspólnie małżonkowie deklarują, żony i mężowie, że mężowie stosowali przemoc wobec żon w 20 przypadkach na 1000, a żony wobec mężów w 44 przypadkach na 1000.

Tłumaczenie z tekstu szwedzkiego - czytaj

Stereotypy o kobietach, mężczyznach i rodzinie - czytaj