sobota, 24 kwietnia 2021

Czy jest szansa na pomoc z Pani strony?

Taką wiadomość otrzymałam na FB od Polki mieszkającej za granicą, która jest w związku i ma 2 małych dzieci. Za zgodą tej osoby publikuję naszą wirtualną rozmowę, ponieważ może ona "otworzyć oczy" następnym osobom. 

Kobieta: 
Witam
Czy jest szansa na pomoc z Pani strony ?
Ja:
Witaj
Pomoc w jakim sensie?
Kobieta: 
Przeczytałam Pani komentarz odnośnie przepracowania swojego dzieciństwa i traum, aby być lepszym rodzicem lub po prostu normalnym rodzicem.
Ja: 
A gdzie mieszkasz?
Kobieta:
w Norwegii
Ja:
Jeżeli chciałabyś porozmawiać ze mną, to musisz zainstalować sobie jeden z tych komunikatorów. Jeżeli nie, to na początek polecam Tobie, żebyś zajrzała na kanał Magdy
Magda jest też na FB i czytając jej posty, one naprowadzą ciebie na to jakich zmian musisz dokonać w sobie, żeby cieszyć się z bycia rodzicem.
Tutaj jest też profil jej męża i z jego postów również dużo skorzystasz https://www.facebook.com/profile.php?id=100009789846051 i tam znajdziesz linki do profilu FB Magdy.
Tutaj natomiast piszę o moim doświadczeniu jako matki https://fundacja22.org/pl/mamo-tak-mnie-kochalas-ze-teraz-juz-cie-nie-potrzebuje/ - ten tekst napisałam dla tej fundacji https://masculinum.org/portal/2015/05/17/mamo-tak-mnie-kochalas-ze-teraz-juz-cie-nie/ i wzbudził niesamowite zainteresowanie, a to jeden z komentarzy: 
"Powiem tak: JEST BEZBŁĘDNY, mądry, w punkt, najlepszy, jaki trafił na nasz portal. Bardzo Ci dziękuję za tę historię - mimo, że nie mam dzieci, to była dla mnie superwartościowa lektura i ciarki na plecach. Po prostu genialny tekst!"
Jak masz jakieś pytania to pisz.
Kobieta:
Dziękuję bardzo, przesłucham, przejrzę na spokojnie,  jestem pod wrażeniem ile z Pani strony chęci pomocy, jest Pani niesamowita, raz jeszcze dziękuję, odezwę się niebawem.
Kobieta:
Przeczytałam tekst, jest absolutnie porywający, więc empatia jest kluczem ?! 
Szkoda, że w zestawie z dziećmi nie dają 2 niań, 4 babć do pomocy albo chociaż po 1 szt, wtedy wszystko byłoby prostsze.
Ja: 
Ale takie nianie z wiedzą i babcie też takie z wiedzą powinny być w zestawie, bo są również takie nieempatyczne i bez wiedzy.
Tak, obudzenie w sobie empatii to podstawa, nic więcej nie potrzeba. Trenowanie straumatyzowanych rodziców jakimiś teoriami, metodami, jak mają reagować na płacz, krzyk, złość dziecka, na dłuższą metę nie rozwiąże problemów. W życiu wszystko jest proste tylko trzeba mieć odwagę spojrzeć prawdzie w oczy i mieć odwagę wprowadzić zmiany.
Kobieta:
Jestem padnięta.............../dalszy tekst pominięty/
Ja:
Rozumiem, ale można z pewnością coś zmienić, przeorganizować, oddelegować. scedować obowiązki, itp. Tak, żebyś nie była padnięta.
Kobieta:
A jak radzić sobie z zazdrością o młodszą siostrę i zabieraniem jej wszystkiego z rąk ?
Ja: 
Napisałam też tekst o tym. To jest następny temat trudny i idealizowany jeżeli chodzi o rodzeństwo. Tutaj też empatia wobec tego zazdrosnego dziecka - czytaj
Tej starszej należy poświęcać dużo uwagi, żeby dalej czuła się ważna, przytulać, nie krytykować, itp. w jakim wieku są dzieci?
Kobieta:
Tym tekstem jestem zdruzgotana. Mam niestety podobne odczucia. Często mam myśli że wyrządziłam krzywdę 1 córce, rodząc 2 . 
To dwie oddzielne istoty, nic je nie musi łączyć i nawet nie muszą się dogadywać, jakby 2 obcych ludzi zamieszkało razem i na silę im wmawiano, że mają się kochać, a młodsza ma się słuchać starszej, bo tak i już, a starsza ma zawsze uważać na młodszą, bo jest starsza i już.
Ja:
Skoro starsza płacze i nie chce iść do przedszkola, to może warto spróbować, zostawić ją w domu na jakiś czas.
Problemem jest to, że może jeszcze nie jest gotowa na przedszkole + widząc siostrę w domu ona też chce być w domu, bo w przeciwnym razie może czuć się odrzucona.
To jakie są nasze dzieci zależy od naszej dojrzałości emocjonalnej, od naszej wiedzy w zaspokajaniu ich potrzeb emocjonalnych, od czasu i uwagi jaki im poświęcamy. Ja nieraz pytałam mojego syna jak był już większy, jak miał 5-6 lat, czy chciałby mieć siostrzyczkę albo braciszka - zawsze stanowczo odpowiadał NIE! 
Kobieta:
No dokładnie, ja uważam tak samo, to czy ktoś jest egoistą nie zależy od tego czy ma rodzeństwo czy nie, to takie bezpodstawne szufladkowanie. Na pewno jest mnóstwo egoistów,  którzy mają rodzeństwo, pewnie nawet więcej niż wśród jedynaków, bo jak dorosną, to w końcu nie muszą się już z nikim niczym dzielić. 
Ja: 
Tyle głupot od lat krąży w naszym i nie tylko naszym kraju, że w głowie się nie mieści. Znajomy namawia mnie, żebym założyła bloga i pisała o tych głupotach /wszystko na odwrót jest na tym świecie/, ale jakoś nie mam już na to ochoty.
Kobieta:
Świetny pomysł! Rewelacyjny. Dokładnie wszystko na odwrót. 
Ja:
Ja bardzo lubię dzieci i jak mój syn miał 19 lat, jeździłam do domu dziecka, bo chciałam uczyć dzieci włoskiego /jestem tłumaczem przysięgłym/, ale dyrektorowi pomysł się nie spodobał, bo uważał, że nie warto uczyć dzieci j. obcego,  ale miał jedno dziecko, które czekało na adopcję do Włoch i powiedział, że jak chcę to mogę go uczyć. Chłopczyk miał 6 lat z etykietą "diabła", a ze mną był aniołkiem, potrzebował tylko uwagi, respektu i czasu. 
Kobieta:
Jest Pani niesamowita, bardzo szlachetna pomoc w domu dziecka i ogromna empatia w przeciwieństwie do dyrektora domu dziecka.
Dopóki moja mama nie zmarła, nie zdawałam sobie sprawy, że jestem tylko małym pionkiem w "grze " i przede wszystkim los decyduje i jak zechce zrobi z Nami co zechce... 
Nagle okazało się, że zostałam sama na świecie, poczułam się jak mała samotna dziewczynka pozbawiona poczucia bezpieczeństwa jakie dawała mi ukochana mama. I jak żyć dalej ? 

Wcześniej wydawało mi się to takie oczywiste, że ona jest od zawsze,  była od zawsze i będzie na zawsze. Oczywista oczywistość i nagle znika. Obrzydliwe uczucie. Potworność .
Los zabrał mi ją na kilka dni przed wyjazdem w odwiedziny do niej. Nagle . Zamiast na wakacje, wybierałam trumnę w 6 miesiącu ciąży z dwuletnią córką u boku. Uczę się żyć na nowo każdego dnia, nie łudząc się po milion razy na dzień, że obudzę się z tego snu.  Staram się odnaleźć w tej potwornej pustce, wyjścia nie mam. 
Na pewno pomaga mi to, że mam małe dzieci, wymagające sto procent uwagi, więc nie mam za dużo wolnego czasu. Nie chcę tego zostawiać gdzieś w sobie, chcę "przepracować" ten ból. 
No takie życie . 
Dokładnie, tak jak Pani napisała, że życie nie zawsze idzie po płatkach róż. 
Niestety lub stety nie mam czasu na kryzysy i żeby za dużo myśleć nad czymkolwiek, bo starsza córka ma obsesje mamy i nie jestem w stanie zrobić nic, bez jej uczepionej na nodze. Gorzej jak kiedy była niemowlakiem, wiezień.  Pogodziłam się z losem, że ma taki etap i dzielnie to znoszę, ale niech już się kończy, bo długo nie wytrzymam i zabraknie mi empatii.

Pani Sabino, mam prośbę . 
Starsza córka dostała obsesji na punkcie mamy . 
Chce robić aboslutnie wszytsko tylko ze mną . Ubierać mama , podać picie mama, bawić się z mamą itd. Tata został odsunięty. Wcześniej miała etap odwrotny i tata był number 1, ale nie na takim zaawansowanym poziomie. I trwało to krótko. Teraz końca nie widać. 

Płacz, gdy wychodzę do pracy, do Wc , gdziekolwiek. Tata nie może juz usypiać. Mama ma bujać na huśtawce itd . Nie ukrywam, że jest to bardzo męczące i zaczyna brakować mi empatii ,cierpliwość i zrozumienia . Czuję się  jak w więzieniu. Nie wiem kiedy to się skończy.
Mam nadzieję, że to jest tylko przejściowy etap, nie wiem czy normalny.  Z partnerem mieliśmy podzielone usypianie,  ja 4 dni, a tata 3, bo tyle dni w tyg. jest wieczorem w domu .
Na tą chwilę usypiam tylko ja, bo jak tylko tata ma iść na górę to jest strasznyyyy ryk i awantura, więc. wyszliśmy z założenia, że ma etap w którym to mnie teraz bardzo potrzebuje . 
Nie wiem czy dobrze robimy, czy jednak nie odpuszczać i mimo płaczu i jej sprzeciwu angażować tatę i nie odpuszczać, bo inaczej to nie minie ? Ona ma 3 i pół roku. Zapomniałam dodać że młodsza też już tylko mamę woła w nocy, więc mam etat 24h.
Ja:
Spróbuj przytulić ją i powiedzieć, że jesteś bardzo zmęczona i czy tata może jej poczytać, albo, że jesteś zmęczona bardzo i przeczytasz 1/2 strony albo 1 a dokończy tata. Może to z powodu zazdrości o młodszą i dlatego chce być tylko z mamą. A może za mało ma mamy w ciągu dnia.

Ja miałam problem z moim synem tak jak pisałam w tym tekście jak miał około 3,5 chyba. Przed pójściem do przedszkola było wszystko ok, był w domu ze mną i miał mnie 24/24 godz. Potem przez 10 godzin /dojazd+8 godz. +powrót/ brakowało mu mnie. I przez 6 miesięcy chyba walczyłam z nim i miałam piekło w domu, takie piekło, że jakbym mogła to bym wystawiła go za drzwi, bo on nagle nie chciał się sam ubierać, rozbierać i chodzić po schodach pomimo, że wcześniej to robił i pomagał jeszcze innym dzieciom ubierać i wiązać buty.
Pani psycholog powiedziała mi, że te zachowania należy interpretować = potrzeba kontaktu fizycznego i że mam ubierać go i rozbierać go jeżeli on tego chce pomimo, że sam juz potrafi. Nosić po schodach też na tyle na ile daję radę, pokazać mu moje chęci, ale jak już nie dam rady to powiedzieć mu, że już nie mam siły i on zrozumie i nie będzie protestował, dalej pójdzie sam.
Zrobiłam tak jak psycholog mi powiedziała i sprawdziło się na 100%. 
Każde zachowanie dziecka niesie jakiś komunikat i należy je właściwie "odkodować", dzieci nie chcą rządzić, manipulować, itp.  Od tamtego czasu ubierałam go , rozbierałam, nosiłam nie pamiętam do kiedy. Pamietam, że nieraz zdarzało się, że jak był już duży 12/13 lat prosił mnie jeszcze, jak był bardzo zmęczony, żebym mu piżamę ubrała. Niestety jak dzieci są małe potrzebują nas na maksa.
Dzieci potrzebują b. dużo kontaktu fizycznego i ubieranie i rozbieranie jest też kontaktem fizycznym tak jak przytulanie, głaskanie, całowanie. Od tamtego momentu jak zaczęłam robić, to co mój syn chciał, to z piekła nasz dom zmienił się w RAJ! On zawsze na pierwszym miejscu i jego potrzeby i żadnych histerii z jego strony. 
Poobserwuj siebie:
- ile czasu poświęcasz młodszej córce, a ile starszej w ciągu dnia
- czy możesz poświęcić starszej w ciagu dnia więcej czasu
- jak często ją przytulasz w ciągu dnia
- może w ciągu dnia poczytasz jej książeczkę, albo się z nią pobawisz mówiąc, że wieczorem tata będzie ją usypiał.
A propos zazdrości, przypomniało mi się, jak chodziłam do domu dziecka do tego chłopczyka - on chciał, żebym zabrała go do domu w weekendy /ale nie ze spaniem/ więc zapytałam mojego dorosłego już syna, który chodził swoimi ścieżkami i weekendy spędzał z kolegami i koleżankami, miał chyba wtedy 19 lat - czy mogę go przyprowadzić do domu - na co mój syn spojrzał na mnie wkurzony i kategorycznie powiedział NIE!
Więc pytam go dlaczego nie? przecież ciebie nie ma już prawie w domu, masz kolegów z którymi spędzasz czas, itp. i muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się z jego strony takiej reakcji.

Na moje pytanie odpowiedział, że ja jestem tylko JEGO MAMĄ i niczyją inną! Gdybym tego sama nie doświadczyła, to nigdy bym nie uwierzyła, że dorosłe dziecko może być zazdrosne o malucha, którego zresztą nie chciałam adoptować. Po tygodniu, chyba, wróciłam do tematu i potem zgodził się, powiedział, że mogę go przyprowadzić do domu.
Jeżeli 19 latek czuje się zagrożony,  już dorosły człowiek, który ma swoje towarzystwo i rodzica już praktycznie nie potrzebuje i z nim czasu nie spędza, to co czują maluchy kiedy pojawia się konkurencja... myślę, że ten temat rodzeństwa jest wyidealizowany, dla dziecka dojrzałość emocjonalna rodzica jest najważniejsza, a nie rodzeństwo. 

Istnieje też przemoc pomiędzy rodzeństwem i o tym b. mało się mówi, można powiedzieć, że wcale.
Kobieta:
Pani Sabino, dziękuję bardzo za cenne rady, jestem wdzięczna jak nie wiem, za wszystkie sugestie. 
Mam kilka pytań. 
A co ze stawianiem granic? Trzeba się na wszystko zgadzać, na każdą potrzebę dziecka, jak odróżnić potrzeby od wymyślania w sensie uważam, że granice też muszą być, bo inaczej dom stanąłby na głowie. 
Czy Pani uważa, że na świecie nie powinien mieć nikt rodzeństwa, a rodziny z 1 dzieckiem są najlepszym wyborem ? 
Gdy jest tak cholernie ciężko, to wtedy mam takie myśli, rety jakby było prosto z 1 i wtedy przychodzą takie dni jak ostatnie 2 - Hania się uspokoiła, jest wesoła, bawi super z siostrą . Te dzieci moje jak jekyl i hajd.
Ja:
Cieszę się, że te moje sugestie uważasz za przydatne. Jak się sprawdzą to daj znać.
Jeżeli chodzi o granice - to co masz na myśli? Małe dzieci nie wymyślają. Więc nie bardzo wiem co masz na myśli - może podaj jakiś przykład.
Przypomniał mi się jeszcze jeden problem, który miałam z synem i o którym rozmawiałam wtedy z Panią psycholog i jej rada była też super i sprawdziła się na 100%. To był problem, który mnie też wkurzał na maksa - kiedy obiad był gotowy na stole wołałam syna, żeby przyszedł jeść a on bawił się i musiałam powtarzać przysłowiowe 100X. Na co Pani psycholog zapytała mnie czy jak ja np. sprzątam,  to czy nie przeszkadzałoby mi, jakby w połowie mojego sprzątania przyszli znajomi i musiałabym nagle zostawić to sprzątanie i zająć się nimi? Czy wolałabym skończyć to sprzątanie, a potem przyjąć gości? Oczywiście, że ta pierwsza sytuacja by mnie wkurzyła i wolałabym tą drugą, skończyć rozpoczęte sprzątanie. 
Na co Pani psycholog powiedziała, że dzieci też tak mają i jak się bawią to chcą dokończyć zabawę i pomimo, że 3 latek nie wie jeszcze co to jest 10 minut, 15 minut... itp. to mam 30 minut przed gotowym obiadem powiedzieć mu, że za 30 minut będzie obiad, potem po 15 minutach powiedzieć, że za 15 minut, a jak będzie już na stole, to zawołać go i przyjdzie. No i tak się stało. 
To samo ze wstawaniem, mój syn miał problem z rannym wstawaniem, więc ja wstawałam wcześniej i budziłam go delikatnie co 10/15 minut i jak trzeba było to i go ubierałam bez dyskutowania i nigdy nie miłam, żadnych rannych histerii.
Jeszcze jedną ważną rzecz powiedziała mi Pani psycholog, że wieczór musi być najbardziej spokojnym czasem w ciągu dnia, przygotowującym dziecko do snu. Żadnych dyskusji, napięć, stresowania dziecka, spokój.
Przy braku wiedzy o potrzebach dzieci i świadomości dorosłych o wpływie ich dzieciństwa na relacje z ich własnymi dziećmi i partnerem, to osobiście uważam, że 1 dziecko wystarczy, a nawet i to jedno, niestety, może ich psychicznie wykończyć, a oni to dziecko.
Jeżeli rodzice mają wiedzę, rozumieją to zazdrosne dziecko, tak jak napisałam w tym moim tekście i odpowiednio dbają o to, żeby dziecko nie czuło się odrzucone, to oczywiście można mieć więcej dzieci, nie neguję tego, ale ilu rodziców, którzy decydują się na więcej dzieci jest tego świadomych i potrafi wczuć się w to, co czuje dziecko?

Uwaga! /nie mylić z kontrolowaniem/  Zainteresowanie dzieckiem, zabawy nigdy nie jest za dużo, bo ludzie chodząc na terapię nigdy nie skarżą się, że rodzic im dał zbyt wiele czasu i czułości jak byli mali. 
Kobieta:
Przykład - Obowiązki i potrzeby rodziców, np wychodzę do pracy, a ona płacze, więc teoretycznie powinnam zostać w domu, bo ma potrzebę, żeby mama zawsze była w domu. Niestety tak się nie da, nie da się spełnić wszystkiego. Pracuję 3 dni w tyg po 6h, więc, jestem w domu więcej niż mnie nie ma . Tata chodzi na 18, wiec również jest z nami większość dnia, Nie mogę zrezygnować z pracy . 
Z nauki j. norweskiego również nie chcę rezygnować tylko dlatego, że nie chce córka, żebym tam chodziła na godzinę. 
Ostatnio było już późno ona po kilku godz. w przedszkolu zasypiała na siedząco, ale nagle miała potrzebę ułożyć 104 puzzle. I zaczęłyśmy układać, ale nie szło, bo zmęczona, bo późno i to była moim zdaniem potrzeba na siłę . 
Wytłumaczyłam, że dokończymy jutro, że już przyszła noc, że jest późno i po całym dniu jesteśmy zmęczone i ciężko skupić się i zostawimy tak jak są i dokończymy z samego rana. Gdybym nie zareagowała usnęłaby pewnie nad tymi puzzlami lub siedziała z godzinę skrajnie zmęczona.
Oczywiście były chwile buntu, ale jak poszłyśmy na górę i położyła się do łóżka usnęła w sekundę . 
Na wieczór mamy rytuały. Staram się ułożyć wieczór tak, aby około 20 już spały. Kolacja , witaminy, zęby, piżamy idziemy na górę, czytam książeczki i do spania. I tu rownież nie raz mogłyby czytać do rana. Reaguję, mówię stop, do łóżeczek,  dobranoc, narazie, do jutra. 

Czy lepiej dać im czas, żeby same się położyły ? Co się zdarza ale rzadko. 

Obie miały fazę szczypania psa. Czy to też potrzeba ? I nie reagować ? Lub oglądanie tv, wiadomo że dzieci mogłyby cały dzień. 
Ja rozumiem, że Hania jest zajęta i nie chce iść do stołu, bo musi skończyć układanie puzzli, to oczywiste. . Denerwuje w środku, ale zaciska się zęby i czeka. Wczoraj tak było. 
Co do przemocy wśród rodzeństwa oczywiście, że się zdarza,  tak samo jak przemoc ze strony rodziców, niestety.

I właśnie zastanawiam się jeszcze nad jedna sprawą. Czy faktycznie da się wpłynąć wychowaniem, wiedzą, odpowiednimi reakcjami, żeby rodzeństwo fajnie ze sobą żyło i miało zdrowe relacje, czy to przede wszystkim kwestia genów i choć byśmy stawali na głowie, to nic to nie da i jak mają być zgrane, to bedą a jak nie to nie ..? 

Ja na pewno spróbuję, a co z tego wyjdzie, zobaczymy. 

Cieszę się, że dzieli się Pani swoimi doświadczeniami i konkretnymi przykładami.  Dziekuję bardzo, z każdego czerpię coś dla nas.
Ja:
Te przykłady które podałaś, to oczywiście twoje podejście do dzieci jest ok. Stała godzina do spania, jest b. ważna, ale tak jak i nam dorosłym się zdarza tak i dziecku, że ma problem z zaśnięciem, albo danego dnia nie jest jeszcze zmęczone na tyle, żeby iść spać, to już rodzic musi zrozumieć w czym problem i z tego co napisałaś wiesz jak reagować.
Wiadomo, że robienie krzywdy zwierzakom i innym dzieciom nie jest ok i na to pozwalać nie należy, ale należy się zastanowić dlaczego dziecko ma taką potrzebę.

W geny nie wierzę. Wiem z własnego doświadczenia jaka była różnica w traktowaniu mnie a mojej siostry. Poznałam również wiele historii dzieciństwa ludzi z różnych krajów. Śledziłam od samego początku to forum, kiedy żyła Alice Miller https://www.alice-miller.com/en/forum/. Czytałam książki z historiami dzieciństwa dorosłych morderców i osób z problemami psychicznymi. We Włoszech, jakieś 10 lat temu, nie pamietam już  dokładnie, dziewczyna zabiła swoją matkę i powodem było właśnie różne traktowanie rodzeństwa. Matka faworyzowała młodszego brata a po niej "jeździła". 

Tutaj też jedna tragiczna historia, która wyraźnie pokazuje, że nie o geny chodzi, ale limit wytrzymałości http://sabinagatti.blogspot.com/2014/10/czego-doswiadczya-corka-i-jej.html

Zwala się wszystko na geny, żeby nie dotykać RODZINY i RODZICÓW
Ludzie nie chcą słyszeć PRAWDY o własnej rodzinie/rodzicach, wszyscy mieli cudowne dzieciństwa, kochających rodziców tylko nie wiadomo dlaczego wybrali sobie "popierdolonego" partnera/partnerkę, no i wszyscy ci kochani przez rodziców stworzyli taki chory świat. 
Małe dzieci potrzebują zbudowania bezpiecznej więzi z opiekunem, więc oddawanie dzieci do żłobka nie jest fajne dla dziecka http://sabinagatti.blogspot.com/2017/03/zobki-to-okrucienstwo.html
Ten wykład jest super !
To też warto przeczytać o socjalizacji małych dzieci http://sabinagatti.blogspot.com/2015/09/zobki-przedszkola-szkoy-i-socjalizacja.html . Rodzice chcą socjalizować swoje małe dzieci, a sami nie potrafią; 
nawet na placu zabaw obserwuję, że rodzice stoją i nie socjalizują ze sobą, a od dzieci wymagają. 
Rodzice narzekają na dzieci, że siedzą przed TV albo w telefonach, laptopach, ale to nie one same sobie kupiły czy włączyły te urządzenia tylko to był rodzic.

Feministki tłukom kobietom do głowy, że mają się realizować zawodowo, zamiast walczyć dla kobiet o dobre wynagrodzenie na czas pozostawania z dziećmi w domu, dostarczania im wiedzy, wspierania, przekształcenia żłobków w centra zabaw i spotkań, gdzie dzieci mogą się bawić, a mamy rozmawiać, wspierać się, i otrzymywać wiedzę od specjalistów i wsparcie. Na tym chorym świecie wszystko jest przewrócone do góry nogami 
Kobieta:
Pani Sabino, dziękuję dziękuję, dziękuję,  kłaniam się nisko za podejście do życia, za wiedzę i chęć pomocy i za rady. To działa. Intuicja plus Pani rady i mamy spokój w domu. Inne dziecko. Zaakceptowałam, że mnie potrzebuje i chodzimy razem siku, usypiamy się itd. Jestem spokojniejsza i cierpliwsza i ona rownież.

Jedynie jak idę na górę na lekcje norweskiego lub do pracy, to  płacze i na to nie znalazłam jeszcze sposobu. W kontaktach z siostrą również jest lepiej. 
Inne dziecko odkąd jej potrzeby są numer 1,  nie wiem tylko co będzie jak druga córka też będzie miała taki etap i obie będą chciały być numer 1,  ale co ja się martwię na zapas.
Te historie rodzeństwa są tragiczne. To są juz skrajne, patologiczne sytuacje. Nie wiem jak bardzo trzeba faworyzować dziecko, żeby doprowadzić inne do takich desperackich zachowań. Tragedia. 
Z tym.co Pani napisała o feministkach zgadzam się w 100%, genialny pomysł z centrami zabaw. Rewelacja. Czemu tak nie może być? Wydaje się proste ?!

Chciałabym zapytać co Pani myśli o chwaleniu dzieci i mówieniu im że są piękne, boskie i najlepsze itd i zawracaniu uwagi na wygląd dziewczynek.
I o karach i nagrodach, jakie jest Pani zdanie czy warto karać i wynagradzać ?
Ja:
Woooo !  aż się wzruszyłam i cieszę się bardzo, że to co przekazałam, przydało się i efekty już są widoczne. 
Młodsza córka nigdy nie była nr 1, nikt jej nie zabrał uwagi mamy i taty i nie musiała ustąpić miejsca starszej siostrze. Jej starsza siostra już była jak ona się urodziła, więc nie powinno być problemu takiego jak ze starszą, która po urodzeniu młodszej musiała zejść z "piedestału" i oddać trochę czasu i uwagi ze strony mamy i taty tej młodszej.
Jeżeli chodzi o pracę i lekcje norweskiego,  to spróbuj powiedzieć jej, że w tych i tych dniach, o tej i o tej godz. będziesz musiała wyjść z domu do pracy/lekcje norweskiego i nie będzie ciebie tylko trochę, to jest ważne.... itp. i może godzinę przed wyjściem poinformuj ją o tym i potem jeszcze raz i zobacz jaka będzie reakcja. To że płacze w momencie jak wychodzisz, to nie jest coś czego trzeba absolutnie unikać, /najważniejsze, że dziecko wie, że znikniesz na jakiś czas/ jeżeli potem jak znikniesz jej z horyzontu to potrafi się po jakimś czasie uspokoić w obecności innej osoby, która ją przytuli i pobędzie z nią do momentu aż się nie uspokoi.
Jeżeli natomiast płacze przez cały czas jak ciebie nie ma i nie jest w stanie się uspokoić, no to jest problem i na to pomysłu nie mam, należałoby skonsultować to z jakimś dobrym psychologiem dziecięcym.
Kary kategorycznie! NIE to jest okropieństwo. Dzieci mają prawo się mylić, robić błędy, nie mieć ochoty na zrobienie czegoś,.. itp. a jak są "niegrzeczne" to znaczy, że czegoś im brakuje z naszej strony. I znowu wstawmy się w miejsce dziecka - jak rozlejemy coś/zbijemy szklankę/talerz/ zniszczymy coś przez przypadek/zgubimy coś/zapominamy o czymś. ......itp to jakie kary sobie wymierzamy? żadnych kar !

Mówić do dzieci takie słowa, które potwierdzają im, że są dla nas ważne, piękne, cudowne, że to co robią im wychodzi, że nam sie podoba, itp... oczywiście.
Jeżeli chodzi o wygląd, to nie wiem co masz na myśli. Jak wszystko w życiu potrzebuje równowagi, to wygląd również i nie można przesadzać ani w jedną ani w drugą stronę. Myślę, że dziewczynki będą obserwowały i naśladowały ciebie jeżeli chodzi o wygląd.

Ja zawsze lubiłam ubierać się ładnie, mój mąż też miał gust i fajnie się ubierał. Mój syn jako nastolatek przychodził do mnie, jak się ubrał i uczesał i pytał czy mi się podoba, to co założył i fryzura i czy fajnie wygląda.
Kobieta:
Może to zbieg okoliczności, na prawdę jest z Hanią lepiej. Jestem jednak prawie pewna, że to właśnie zaspokajanie jej potrzeb. Przeorganizowanie odrobinę dnia okazało się nie być wcale tak trudne. 
"Młodsza córka nigdy nie była nr 1, nikt jej nie zabrał uwagi mamy i taty" - Ma Pani rację.
A np. jak nie chce rozczesywać włosów, a ma bardzo długie,  jak reagować ? Na siłę nie chcę jej czesać, a nie czesać jej, to  znowu  robią jej się pęki. Nakładam odżywkę, żeby lepiej się rozczesywały i używam tej szczotki co nie plącze włosów.  Nie mam pomysłu. Jak dam cukierka, to rozczesze. A obiecywałam sobie milion razy - zero słodyczy.
Ja:
jeżeli cukierek pomaga, to nie widzę problemu. A jeżeli cukierek przestanie działać, to może porozmawiać i powiedzieć, że będzie trzeba obciąć włosy, czy się zgadza na to?
Można pomyśleć o czymś innym zamiast cukierka, może 2 buziaki, bajeczkę dodatkową ....
"Przeorganizowanie odrobinę dnia okazalo się wcale nie trudne" - jak sama widzisz, naprawdę ' potrzeba niewiele, żeby rozwiązać problemy z dziećmi. U mnie też zadziałało NATYCHMIAST. Ale rodzice z mojego pokolenia i z twojego jeszcze wielu myśli, że dzieci chcą rządzić, manipulować, wykorzystywać, wejść na głowę i inne bzdury... a one chcą tylko trochę więcej UWAGI jak kochanki od kochanków. 
__________________________________________________________________________________

Kobieta:
Co do wyglądu... trochę piszę ze swojego doświadczenia, sama nie wiem skąd to się wzięło. Ja od zawsze, od podstawówki mam obsesję wyglądu. Obsesję, żeby być chuda, żeby być ładną, mam niskie poczucie własnej wartości . Cale życie chudnę i tyję i nie 2 kg a 30 - 40 kg.  Ja wiem że to nie jest normalne, to są jakieś zaburzenia i nie chcę żeby one miały taką samą obsesję. Nie umiem normalnie jeść. Teraz jest lepiej, teraz bardziej siebie akceptuję, ale do pełnej akceptacji dzieli mnie galaktyka. 
Ciągle patrzę jak wyglądają inni i siebie porównuję i skupiam się na tym co mam beznadziejnego w sobie. Gdy pierwszy raz schudłam 40 kg, ćwiczyłam 2 lata, zrobiłam mięśnie, kondycja rewelacyjna, wszyscy się zachwycali metamorfozą, a ja widziałam tylko co mam jeszcze do poprawy. 
Nie chcę, żeby dziewczynki miały tak samo.
Gdzieś wyczytałam, żeby nie chwalić dzieci jak pięknie wyglądają, jakie są śliczne, bo będą skupiać się właśnie na wyglądzie (choć to się nijak ma do moich doświadczeń, bo nie pamietam, żeby mnie chwalono). 
Ja:
Wczoraj zamieściłam na moim fanpage'u to nagranie 
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=3621253508002303&id=757241914403491 w temacie jedzenia, więc zajrzyj. Organizuje ten kurs, zobacz czy może ciebie zainteresować https://www.facebook.com/oceanswiadomosci/posts/298095875007221 
Z mojej wiedzy zaburzenia jedzenia z reguły mają związek z więzią z matką. Warto zgłębić temat i zrozumieć przyczynę.
Kobieta:
Marzę o tym całe życie, nie umiem sama ani tego zrozumieć, ani sama sobie z tym poradzić, więc bardzo chętnie skorzystam z każdej możliwości zagłębienia tematu, bo nie wiedziałam jak to ugryźć. 
Ja:
Ja myślę, że jak posłuchasz nagrań Eweliny albo wykupisz jej kurs to dotrzesz w końcu do przyczyny, bo widzę, że jesteś na to gotowa i otwarta. ŻYCZĘ POWODZENIA 

Jak mi się jeszcze ktoś przypomni, co o tym mówi, to dam znać.
Kobieta:
Jestem w szoku, że ten "problem" mają inni, że on istnieje nie tylko u mnie . Jestem dobrej myśli, chętnie zagłębię temat od kogoś kto ma na tem temat wiedzę. Jest dla mnie nadzieja ....
Mój partner pyta czy Pani pomaga mi tak za darmo? Ja beszczelna nawet nie zapytałam ile kosztują porady u Pani ? Przecież to bardzo cenna wiedza i czas.
Ja:
Osób z zaburzeniami jedzenia jest masa. Ja wprawdzie nie miałam huśtawek z wagą, ale pamietam jak mama i babcia mówiły: jedz bo będziesz chora, jedz bo zemdlejesz i potem w dorosłości łapałam się na tym, że np. rano nie chciało mi się jeść, nawet o 11 nie byłam jeszcze głodna, ale musiałam wyjść na kilka godzin załatwiać sprawy na mieście i przypominały mi się te słowa, więc zjadałam coś na siłę. Potem pozbyłam się tego.
Nic mi nie musisz płacić, nawet nie pomyślałam o tym , ale twój partner dał mi do myślenia, bo kilka tygodni temu mój znajomy, z którym rozmawiałam o jego problemach powiedział mi, że powinnam być Psychoterapeutą. Ale ja nie chcę już słuchać tragicznych historii ludzi, nasłuchałam się i naczytałam tyle, że już nie chcę /prowadząc moje fanpage musiałam również czytać, zanim zamieszczałam, a tych fanpage'y mam trochę https://www.facebook.com/sabina.gatti.1/about_details /.
Natomiast wspierać takich już gotowych i otwartych na zmiany rodziców jak ty,  to chyba mogłabym, to czysta przyjemność, więc może w przyszłości pomyślę, żeby zająć się tym za pieniądze, ALE TERAZ NIE! cieszę się, że tymi kilkoma wiadomościami pomogłam tobie uwierzyć w twoją intuicję i wprowadzić małe zmiany, które przyniosły pozytywny efekt. 

Daj znać czy to co znajdziesz u Eweliny i Magdy pomaga tobie zrozumieć twój problem z jedzeniem a ja dalej będę myślała, kto jeszcze o tym mówi. Miłego dnia.
Kobieta:
Pani Sabino, ja będę Pani dziękować do końca świata i jeden dzień dłużej
Oglądam film o kompulsywnym jedzeniu, jestem zdruzgotana, że to ma korzenie z dzieciństwa i emocji.  
Cale życie uważałam, że za bardzo kocham jeść i stąd te problemy odżywiania, 
Ja nie mam ani bulimii ani anoreksji  Umiem jeść albo bardzo zdrowo, wręcz robić posty warzywne albo na maksa niezdrowo i ciągle jeść, byle jeść
Nie wiem, naprawdę tego nie rozumiem ...
Z dzieciństwa pamiętam, że byłam zmuszana do jedzenia i np. mama mówiła: "jak nie zjesz to nie wyjdziesz na dwór, a wyjście na dwór wtedy było bardzo ważne dla mnie i czasami siedziałam godzinami i nie zjadłam, a potem nauczyłam się chować i ukrywać jedzenie. Nie miałam anoreksji, nie jadłam, bo akurat nie byłam głodna i trochę ze złości za to zmuszanie.

Ewelina jest cudowna, niesamowita,  mogę jej słuchać godzinami, gdybym tylko. miała więcej czasu. Jestem zachwycona, dziękuje.
Ja:
https://magdaadamowska.pl
Takie zachowania rodziców jak napisałaś, to też przemoc, ludzie myślą, że przemoc, to tylko bicie, ale zmuszanie do jedzenia i kary to przemoc psychiczna i ta psychiczna jest gorsza od tej fizycznej. Zajadamy emocje, nawet radość jak nie mamy z kim się nią podzielić, zajadamy smutek, złość, więc warto przyjrzeć się w jakich momentach sięgasz po jedzenie, co się dzieje w twoim życiu, jak się czujesz, czego ci brakuje, itp.
To było i jest powszechne w rodzinach, że rodzice zmuszają dzieci do jedzenia i karzą dzieci za to... ja słyszałam takie historie, że matka zmuszała dziecko do zjedzenia tego co zwróciło, bo nie chciało jeść, matka zmusiła i dziecko zwróciło. 
Kobieta:
Siostra odkąd pamiętam, jest gruba, a jej córka musi być szczupła.
Ona ma obsesję szczupłości.

Ja też się łapałam na tym, że zrobiłam super obiad, a córka nie zjadła. Wkurzyłam się. Okazywało się, że nie zjadła od razu, a za pół godziny czy godzinę zjadła. Zresztą jak raz nie zje, to nic się jej nie stanie. Zje lepiej na drugi dzień. Nie zmuszam moich córek do jedzenia.
Ja:
Rodzimy się z instynktem głodu i sytości, a rodzice skutecznie to niszczą, bo wydaje im się, że wiedzą lepiej kiedy dziecko jest głodne i ile zmieści w żołądku.

Przypomniał mi się jeszcze ten kanał po angielsku https://www.youtube.com/c/Psychologyofeating/videos
Kobieta:
Pani Sabinko, mnie to z jednej strony przeraża, że muszę teraz uczyć się obcować z emocjami, wracać gdzieś do dzieciństwa, że nie mogę po prostu żyć bez tego całego “rolekostera” w głowie i zastanawianiam się czemu jest tak, a nie inaczej. Ja od zawszę analizuję wszystko w głowie, rozkładam na czynniki pierwsze, zamyślam co mogę zrobić lepiej, co robię źle. Można oszaleć. 
I chyba nie przerobiłam w sobie tego żalu i smutku po stracie mamy . Nie wiem czy to w ogole jest możliwe. 
Myślę, że takie kryzysy będą już zawsze . 
Wracają jak bumerang. Co raz częściej. Może dlatego, że ja byłam wtedy w ciąży i każdy mi mówił, że MUSZĘ BYĆ SILNA. Nie mogę się załamać. 

Czyli, że nie mogę przeżyć żałoby po swojemu, bo mam dziecko w sobie? A jakbym nie miała, to co - mogę popłakać, mogę się rozkleić, mogę się załamać ? 
Każdy mi mówił jak mam to przeżywać. 

Mama była jedyną bliską osobą dla mnie na świecie. Nie była idealną mamą, ale kto nią jest ? W sumie bardziej zbliżyłyśmy się jak wyjechałam z Polski i jak założyłam własną rodzinę. Wcześniej bywało różnie ...ale wiedziałam, że ZAWSZE mogę na nią liczyć. Mama była idealną babcią , taką wymarzoną, bez wtrącania się, a kochającą, wesoła, cudowa dla wnuczki . 

Dziewczynki są absolutnie genialne i serce mi pęka, że nie mogę podzielić się tym szczęściem z babcią. 
Denerwuje mnie, bo nie mogę sobie poradzić z tą potrzebą, za nic w świecie tego wytłumaczyć czy uświadomić. Nie wiem czy to normalne, ale mam w sobie taką zajebistą ochotę podzielenia się z kimś jak dziewczyny codziennie odkrywają świat, jak rosną zmieniają się. Pochwalić się jak jestem z nich dumna. Z kimś kogo to interesuje i komu na tym zależy. Z mamą. Nie mam z kim ... 

Cale życie tak bardzo chciałam, żeby była ze mnie dumna. 
Straszny ból i pustka i ta świadomość, że tak już ZAWSZE będzie, obrzydliwie boli. 
Wiem również, że babcia byłaby absolutnie zachwycona i zakochana i nie przemawia do mnie tłumaczenie, że patrzy z nieba, że gdzieś jest blisko i że muszę się pogodzić, nienawidzę jak mi tak mówili i teraz z nikim o tym nie rozmawiam... 

Bezsensu chyba, że Pani o tym piszę, nie ma słów, nie da się chyba tego przerobić, trzeba jakoś żyć. 
Ja:
Da się, wierz mi. To jest niesamowite ile człowiek potrafi wytrzymać i jak się zmienić. 

Wszystko co nam się przydarza trzeba przeżyć, pozwolić sobie na czucie wszystkich emocji. Emocje przychodzą i odchodzą i jak pozwalamy sobie na bycie z nimi, to za każdym razem są one słabsze aż w końcu znikają i to co sprawiało wielki ból albo smutek staje się neutralne/mamy spokój wewnętrzny. 

Tłumienie emocji nie jest dobre i można je uwolnić w każdym momencie, nawet po latach. Więc jak nie pozwolono tobie przeżyć żałoby po śmierci mamy wtedy, to możesz to zrobić teraz. Ja po śmierci ojca, z którym nie rozmawiałam od lat i wydawało mi się, że mam już sprawę z nim/jego relacją ze mną dawno z głowy, to po jego śmierci wpadłam w głęboką depresję - która trwała 1 rok. Sama sobie poradziłam, bo już wiedziałam o co chodzi, bo miałam doświadczenie z pierwszego razu jak miałam 38 lat /z 3 próbami samobójstwa/. Jak zmarła moja mama, która była wampirem energetycznym i jej śmierć była dla mnie wielką ulgą, to i tak lekki stan depresyjny dopadł mnie. Z tego WYCHODZI SIĘ, bez "legalnych prochów" /antydepresantów. Dzisiaj popularne są bardzo terapie online i myślę, że jeżeli czujesz, że sama nie dasz rady, to warto skorzystać z wsparcia dobrego terapeuty /jak będziesz zainteresowana i podejmiesz taką decyzję, to mogę polecić tobie jedną z Warszawy/

Życie niestety nie jest takie piękne jak nam wciskają do głowy. To co można musimy zmieniać, a to co nie akceptować, bo inaczej można zwariować.

Niestety, to smutna rzeczywistość, że żyjemy wśród ludzi, w mniejszych/większych miastach, a trudno znaleźć kilka osób z którymi nawiązać można zdrową i fajną relację przyjacielską. Ja im bardziej pracowałam nad zmianą /budowałam moje poczucie własnej wartości/ tym coraz mniej ludzi miałam wokół siebie. Zaczynam wątpić, że jesteśmy gatunkiem stadnym. 

Jeżeli chodzi o brak babci, to może w okolicy znajdują się jakieś osoby starsze samotne , które chętnie zostałby przyszywanymi babciami/dziadkami.

"Cale życie tak bardzo chciałam, żeby była ze mnie dumna " ----- a ty jesteś dumna z siebie? Jeżeli TAK, to to jest najważniejsze.
Kobieta:
Pani Sabinko, przyrzekam  że Pani wypowiedzi są miodem na moje serce. Pani niczego nie wybarwia,  nie koloryzuje, nie osładza i nie poklepuje sztucznie po ramieniu, że wszytsko jest super, jesli nie jest ! 

Pani daje mi szczere poczucie "bezpieczenstwa" i " wiary", że się nie myliłam i ten świat jest "pojebany", a życie to szkoła przetrwania, a mimo wszytsko da się je przeżyć z wewnętrznym spokojem bez łykania tabletek. 
Całe życie cholernie, przeokrutnie boję się "złych", nieprzyjemnych emocji. Jak ognia.
Przyznam się , że czytam Pani wpisy po kilka razy dziennie, jak mam chwilę czasu. Pomaga. Bardzo pomaga. Ukojenie. Dziękuję.
Ja:
Cieszę się, że to co piszę pomaga tobie. Dlaczego boisz się tych nieprzyjemnych emocji? Emocje nie zabijają przychodzą przepływają przez nas jak je dopuszczamy, słabną i znikają. A jak to było u ciebie w domu? Też unikano tych emocji?
Kobieta:
Pani Sabinko u mnie w domu unikano wszystkiego. 
Z dzieciństwa pamietam niewiele, pamietam jedną sytuację:
“Jest dzień dziecka, ciepło; mam ulubioną sukienkę, różową z białą falbanką na dole i serduszkiem na środku . Tego dnia dostałam wiaderko z grabkami i byłam za blokiem w piaskownicy. Nie wiem ile lat miałam, ale myślę, że może 6. Idę z mamą do sklepu, a pod blokiem w ostatniej klatce stoi Hania z rozbitym łukiem brwiowym. Mama pyta: Haniu co ci się stało, kto Ci to zrobił ? a Kasia odpowiada : " Pani córka " . 
I tutaj przestaje być śmiesznie i kolorowo. Mama jest na mnie bardzo zła , pomaga Hani. Nie pyta czemu itd .. a ja ją uderzyłam, bo mi chciała zabrać to wiaderko i grabki. Wyrywała mi je, a ja zamachnęłam się jak próbowała mi je wyrwać i niefortunnie dostała tym wiaderkiem. Nie pamiętam, żeby mama mnie pytała czemu tak zrobiłam. Było jej na pewno wstyd za mnie . 
Ogólnie, w większości przypadków powód dla którego coś zrobiłam był w ogóle nie brany pod uwagę lub nieistotny. 
Tata mój nerwus i choleryk, wiecznie krytykujący, dobrego słowa nie usłyszałam nigdy. Mama raczej też nie . 
I wieczne wmawianie mi rzeczy, których nie zrobiłam, ale które on sobie wymyślił. Doprowadzało mnie to do szału. Totalny pesymista i krytykant. Wszystkich, poza sobą. Taki gderliwy pan. Bardzo pracowity. 
Wampir energetyczny jak to mówią w tych czasach . 
Mama kochała porządek w domu ,perfekcyjna pani domu”, nie dorastam jej do pięt pod tym względem. I pewnie nigdy nie osiągnę jej poziomu. 
I bardzo przejmowała się opinią innych, nieistotnych lub obcych ludzi. 
Piękna, zawsze elegancka, szczuplutka. Miła, spokojna. Ugościć umiała jak nikt . 
A ja od 1 klasy podstawówki sama się prawie wychowywałam . Musiałam być zaradna . Mama wracała po 19- stej do domu, a tata był za granicą lub wiecznie pracował. Tata nigdy się nie zajmował mną lub siostrą. Kochał prace nad życie. Człowiek ze wsi. 
I siostra jeszcze gdzieś tam była... siostra która nie chciała siostry. 
Emocjami nikt się nigdy nie przejmował, płakać tylko po kątach . 
I pamiętam jeszcze takie spotkania imieninowe, jak przychodzili znajomi. W domu u mnie na codzień alkoholu nie było, ale wiadomo imieniny. I ja miałam iść spać, ale w życiu nie mogłam usnąć i tak.leżałam godzinami po ciemku słuchając co gadają i jak im.się zmienia głos po alkoholu. Nie znosiłam tego …………. 
Ja: 
Ja myślę, że warto zainwestować i w siebie i rozmowę z takim terapeutom, którą mogę polecić, bo ona stoi po stronie dziecka a nie rodzica / z reguły terapeuci usprawiedliwiają rodziców, a tu nie ma co usprawiedliwiać trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, niestety, nie idealizować rodzica, opłakać to co do opłakania, wkurzyć się na tych na którzy na to zasłużyli swoim zachowaniem i potem będzie dobrze, wkurw i żal miną i nastąpi spokój wewnętrzny. Łatwe to nie jest wymaga trochę pracy ale tak jak powiedziałam, emocje nie zabijają TYLKO jak zaczną osłabiać się to zaczynamy czuć się lepiej, będą momenty zatrzymania, jakiś krok do tyłu, ale zawsze do przodu do spokoju. 

Jeżeli nie chcesz jeszcze inwestować w terapię, która nie musi trwać wieków, sama możesz decydować jak długo i jak często będziesz potrzebowała wsparcia, bo całą "robotę" będziesz i tak musiała "odwalić" sama, nikt za ciebie tego nie zrobi, tylko może być obok ciebie i po twojej stronie, to może kup sobie tą książkę 

Poszperaj w internecie jak odbudować swoje poczucie własnej wartości http://sabinagatti.blogspot.com/2013/12/poczucie-wasnej-wartosci.html 
To jest podstawa dobrego samopoczucia, spokoju i życia bez problemów /wiadomo, że problemy pojawiają się jakieś zawsze, ale osoba z wysokim poczuciem własnej wartości rozwiązuje je bez problemu/.
Z domu rodzinnego wszyscy wychodzili i nadal wychodzą z niskim poczuciem własnej wartości i dlatego ten świat jest taki jaki jest, bo wszystkie problemy prywatne, społeczne, zawodowe kręcą się właśnie wokół tego. 
Kobieta: 
Popłakałam się Pani Sabino wczoraj, czytając to wszystko i ogarniają mnie myśli. 
Ja myślałam, że jak w domu nie było alkoholików, miałam zawsze ciepły obiad, czyściutko to nie powinnam na nic narzekać, więc problem jest we mnie, jestem po prostu “pojebana”. 

Pani Sabino, a Pani nie chce zostać moją terapeutką? wie Pani o mnie więcej niż ktokolwiek, już nią Pani jest, zmienia Pani moje życie.
W sumie jak cofnę się do dzieciństwa, to nasuwa mi się jedna myśl wielkimi literami SAMOTNOŚĆ.
Dlaczego nie umiałam rozmawiać z rodzicami, tzn. z mamą? Wszystko dusiłam w sobie.
Ja:
To b. dobrze, że się popłakałaś i jeszcze nieraz będziesz musiała sobie popłakać i to porządnie za to wszystko czego nie dostałaś, a powinnaś dostać jako dziecko od rodziców: uwagę, ciepło, zrozumienie, respekt, czas, empatię.

Dzieci nigdy nie są POJEBANE, to ich rodzice są tacy, bo ich rodzice tacy byli i .... i tak to błędne koło przemocy /fizycznej, psychicznej, werbalnej, seksualnej/ i różnych ZANIEDBAŃ się toczy, 
o którym pisała Alice Miller
W świadomości społeczeństwa przemoc to tylko fizyczna i to jeszcze taka jak leje się krew, a reszta to już nie.
Twoja historia jest tak samo tragiczna ja historia dzieci alkoholików czy tych gdzie było dużo przemocy fizycznej.
Poszperaj na moich fanpage'ach może znajdziesz coś dla siebie 
To mama nie umiała rozmawiać z tobą. Trudno mieć zaufanie do takiej matki. Na pocieszenie tylko mogę powiedzieć, że ten problem był i nadal jest powszechny.
Wszystkie dzieci czują się SAMOTNE, niestety, bo rodzice tak kochali i tak kochają dzieci http://sabinagatti.blogspot.com/2015/04/tak-bylismy-kochani-i-tak-nadal-kocha.html
Teraz już nie musisz dusić w sobie niczego, możesz, to przelać na papier i wyrzucić z siebie. Wielu osobom to pomaga, może tobie też pomoże, a jak nie to naprawdę zachęcam do skorzystania ze wsparcia kogoś co ma więcej wiedzy w tym temacie ode mnie. Dobrej nocki.
PS. Ten kanał też warto posłuchać https://www.youtube.com/watch?v=v4pdv7S9y4A
Kobieta:
Witam Pani Sabino . Dziękuję z całego serca!
Cały czas probuję " przetrawić" Pani słowa . Burza myśli...
Poproszę o kontakt do terapeutki !
Ja: 
Jest na FB, zaraz ją znajdę i prześlę link. 
Ja jej nie znam, poleciła mi ją, dla jednego mężczyzny, który do mnie napisał, moja znajoma wirtualna, która przez lata chodziła na terapię do różnych psychoterapeutów aż w końcu natrafiła na nią. 
A facet tak mi napisał: 
"Szanowna Pani,
mam nadzieję, że piszę na poprawny adres email - formularz kontaktowy na stronie sabina.gatti.pl niestety nie działa. Szukając terapeuty, który integrowałby poglądy Alice Miller natknąłem się na Pani posty na goldenline (napisane 10 lat temu). Czytałem jej książki, jak również Daniela Macklera, o którym też Pani wspomniała.
Chciałbym zapytać czy może Pani polecić jakiegoś psychoterapeutę w Krakowie? Szukam pomocy w przejściu historii mojego dzieciństwa, a terapeuci u których byłem niestety nie biorą tego poważnie.

Potem dostałam od niego taką wiadomość:
"Dzień dobry,
chciałem tylko powiedzieć, że jestem wdzięczny za polecenie terapeutki. Jest bardzo kompetentna i otwarta.
Pozdrawiam"

/Okazało się, że terapeutka, już nie ma terminów. Następnych, których poleciłam też mają już pełne ręce roboty. Jest to dobry znak, że coraz więcej ludzi staje się świadomych swoich problemów i chce je sobie rozwiązać./ 

Kobieta:
Pani Sabino, dziękuję za wszystko.  Cieszę sie, że Panią poznałam, otworzyła mi Pani oczy. Pomogła. Bardzo bardzo dziękuję.




Polecany post

Choroby psychiczne a przemoc doświadczona w dzieciństwie.