Seks jest przereklamowany
Przyjrzyjmy się codziennemu życiu. Doba ma tylko 24 godziny. Pracujemy, zajmujemy się dziećmi, gotujemy, sprzątamy, robimy zakupy, rozwiązujemy problemy, dbamy o przyjaciół i rodzinę. Ile czasu realnie możemy poświęcić na seks? Czy naprawdę może być on „numerem jeden” w naszym życiu, skoro codzienność wymaga od nas tyle uwagi i energii?
Można być mistrzem i mistrzynią w łóżku, a jednocześnie beznadziejną osobą poza nim. Ktoś może nie ogarniać domu, dzieci, nie mieć zainteresowań, nie potrafić prowadzić ciekawej rozmowy. Co po partnerze i partnerce co daje przyjemność fizyczną, ale poza sypialnią nie wnosi nic do życia razem?
Do tego dochodzi nierówny popęd seksualny: jednego dnia jedna osoba ma ochotę rano, druga wieczorem, a jeszcze inna – w zupełnie nieprzewidywalnych momentach, np. jadąc do pracy. Seks nie jest zegarkiem szwajcarskim, którego można odłożyć na konkretną godzinę. To energia, potrzeba, która nie może być planowana i zsynchronizowana z energią i potrzebą drugiej osoby.
Dlatego seks nie może być wyznacznikiem jakości relacji. To część życia i związku, nie jego główny cel. Wartość partnera mierzy się tym, jak jest tu i teraz, w gotowości do wspólnego życia, a nie w priorytetowaniu seksu.
Czas skończyć z gloryfikowaniem seksu. Zacznijmy gloryfikować czułość, przytulanie i obecność, bo to one naprawdę budują bliskość w związku, a nie seks.


Komentarze