Świat odwrócony do góry nogami!


Kiedy słucham dyskusji o kryzysie demograficznym, mam wrażenie, że często pomija się coś bardzo podstawowego. Moim zdaniem coraz więcej ludzi świadomie ocenia warunki życia, w jakich ta rodzina miałaby funkcjonować, czego nie robiły poprzednie pokolenia.

Dzisiaj wielu dorosłych mówi też o trudności w znalezieniu partnera do związku i założenia rodziny. I tu moim zdaniem zmieniło się bardzo dużo. Współczesne pokolenia mają znacznie większą wiedzę psychologiczną niż poprzednie. Coraz lepiej rozumiemy, że każdy z nas wynosi z domu rodzinnego nie tylko dobre doświadczenia, ale również trudności, schematy i nierozwiązane problemy, które wpływają później na relacje i całe życie emocjonalne. To sprawia, że wybór partnera nie opiera się już wyłącznie na atrakcyjności fizycznej czy spontanicznym zakochaniu. Coraz częściej ludzie szukają kogoś, z kim można stworzyć bezpieczną, dojrzałą relację – opartą na stabilności emocjonalnej, odpowiedzialności i gotowości do pracy nad sobą. A to naturalnie zawęża pole wyboru i wydłuża proces tworzenia związków.

Zmieniła się też wiedza o rozwoju dzieci. Coraz częściej podkreśla się znaczenie pierwszych lat życia i bezpiecznej więzi z opiekunami. Dlatego wiele osób ma dziś większą świadomość i ostrożność w podejściu do instytucjonalnej opieki nad małymi dziećmi. I tutaj wraca pytanie o organizację życia społecznego.

Dzisiejszy model często zakłada największą presję pracy właśnie wtedy, gdy dzieci są małe i najbardziej potrzebują obecności rodziców. Rodzice są wtedy w ogromnym napięciu: praca, dojazdy, obowiązki, opieka nad dzieckiem, brak czasu nawet na podstawowy odpoczynek, zadbanie o zdrowie psychiczne i fizyczne oraz o najważniejszą rzecz w życia o relacje przyjacielskie. 

Dla mnie ten model  jest odwrócony? do góry nogami!

Moim zdaniem największe wsparcie powinno być kierowane do rodziców właśnie w pierwszym okresie życia dziecka:
  •  więcej elastyczności w pracy, 
  • możliwość pracy na część etatu, 
  • lokalne centra wsparcia dla rodziców, miejsca spotkań i realnej pomocy, również dostęp do psychologów i specjalistów rozwoju dziecka – tak, aby rodzice nie byli pozostawieni sami sobie i rozwiązywali problemy relacyjne z dzieckiem natychmiast, a nie czekali aż rozwiązanie problemu będzie wymagało więcej czasu i wysiłku.
Dopiero później, gdy dzieci stają się bardziej samodzielne, można stopniowo zwiększać aktywność zawodową. A w późniejszym wieku – jeśli ktoś chce i ma możliwości – pracować dłużej.

Przedszkola i żłobki nie powinny zastępować rodziny z powodów ekonomicznych. Jeśli już, to ich rola powinna być wspierająca, a nie „pełnoetatowa”. Małe dziecko nie potrzebuje ośmiu godzin instytucji dziennie – raczej krótszego, jakościowego kontaktu z rówieśnikami i powrotu do rodziny.

Może więc zamiast pytać tylko: „dlaczego ludzie nie chcą mieć dzieci?”, warto zapytać: czy stworzyliśmy świat, który naprawdę sprzyja dzieciom — czyli jest dzieciocentryczny i rodzinocentryczny.

Dzisiaj wyraźnie widać, że życie ludzi jest odwrócone do góry nogami. Kiedy zakładają rodzinę, ich życie jest intensywne i stresujące na maksa: praca, dzieci, dom — i nie ma czasu nawet na utrzymywanie relacji przyjacielskich. Potem, kiedy dzieci są już na tyle duże, że wolą spędzać czas z rówieśnikami, rodzic zaczyna być wykończony pracą zawodową i obowiązkami domowymi, i nie ma z kim spędzać wolnego czasu, bo stare przyjaźnie zostały utracone z braku czasu, kiedy dzieci były małe, a nowe trudno znaleźć.

A na koniec życia, na emeryturze, zostajemy sami, bez przyjaciół, bez relacji i z masą wolnego czasu, który okazuje się trudny do samodzielnego zagospodarowania. W efekcie wpadamy w smutek i depresję zamiast cieszyć się tymi ostatnimi latami życia i wolnym czasem.

Więc chyba bardziej powinniśmy dyskutować o tym, jak zmienić ten stary model funkcjonowania człowieka na nowy, w którym w pierwszym okresie życia człowiek koncentruje się na dzieciach i relacjach z partnerem oraz przyjaciółmi, a później stopniowo zwiększa aktywność zawodową, nie tracąc relacji, a zamiast przechodzić na emeryturę — nadal pozostaje aktywny zawodowo, co pozwala mu czuć się potrzebnym, poznawać ludzi i utrzymywać relacje.

Kiedy mamy czas, żeby zadbać o zdrowie psychofizyczne za młodu, starość nie musi być synonimem choroby.

Komentarze

Popularne posty