Jednodniowy projekt, który trwa już dwa tygodnie…....
Miał być jeden dzień intensywnych rozmów i kontaktów z firmami zagranicznymi, to znaczy szybkie i intensywne działanie — wiele telefonów, wymiana informacji i selekcja firm. Na tym ten jednodniowy projekt miał się zakończyć, ale po dwóch tygodniach nadal trwa 😀😀😀😀😀
To doświadczenie zaskoczyło mnie i stało się dla mnie czymś więcej niż tylko „zadaniem do wykonania”. Pozwoliło mi poznać siebie jeszcze bardziej, w sytuacji realnej pracy, kontaktów z ludźmi i nieprzewidywalnego biegu wydarzeń.
W trakcie tego projektu uświadomiłam sobie jedną ważną rzecz. Od wielu lat pracuję w swoim własnym rytmie — rutynowo, ale też z dużą swobodą. Sama decyduję, kiedy pracuję, kiedy robię przerwy, kiedy kończę, a kiedy wracam do zadań. Mam przestrzeń, żeby regulować własne tempo.
I nagle znalazłam się w zupełnie innym trybie. Projekt, który miał trwać jeden dzień, przerodził się w dwutygodniową, całodniową dyspozycyjność, a moja rutyna poszła w zapomnienie. Wiele telefonów, wiele rozmów, wymiana informacji w obie strony, wiadomości, odpowiedzi, doprecyzowywanie szczegółów, bieżące reagowanie.
I w tym doświadczeniu zobaczyłam coś bardzo wyraźnie:
- Lubię taką pracę. Lubię kontakt z ludźmi, rozmowy, rozwiązywanie problemów, szukanie kontaktów i nowych rozwiązań. Ten rodzaj aktywności daje mi satysfakcję i poczucie sensu.
- Ale tylko wtedy, kiedy odbywa się na moich warunkach.
- Zrozumiałam, że praca sama w sobie mnie nie męczy. Męczące staje się dla mnie coś innego — konieczność bycia stale „w gotowości”, bez przestrzeni na własny rytm, bez możliwości zatrzymania się wtedy, kiedy tego potrzebuję.
To doświadczenie pokazało mi więc coś ważnego: że nadal jestem osobą, która czerpie przyjemność z kontaktów i działania, ale potrzebuje do tego autonomii i swobody. Bez niej nawet to, co lubię, zaczyna być obciążające. Ten „jednodniowy projekt”, który trwa już dwa tygodnie i to jeszcze nie koniec 😀😀, stał się czymś w rodzaju żywego doświadczenia, które pokazuje nie teorię o pracy, tylko jej praktykę — w realnym czasie, z realnymi ludźmi, realnymi emocjami i realnym zmęczeniem.
Z jednej strony: dużo się dzieje, dużo kontaktów, dużo rozmów, dużo dynamiki. Z drugiej strony: coraz wyraźniej widzę, gdzie kończy się dla mnie komfort, a zaczyna przeciążenie. I chyba właśnie o to chodzi w takich sytuacjach — nie tylko o wykonanie zadania, ale o zobaczenie siebie w działaniu.
Na koniec zostaje mi bardzo prosta obserwacja: lubię ludzi, lubię rozmowy, lubię rozwiązywanie problemów i lubię działanie. Ale najbardziej lubię to wszystko wtedy, kiedy mam wpływ na tempo i przestrzeń, w której to się dzieje. Bo nawet najlepsza praca przestaje być dobra dla mnie, jeśli odbiera mi oddech.


Komentarze